Fotografia to tysiąc słów

Dobra fotografia to ta, o której można powiedzieć tysiąc słów. To wielkie wyzwanie dla autora. Gdy do tego dochodzi interpretacja zdjęcia na wiele sposobów – można mówić o sukcesie. Oczywiście dobra fotografia najczęściej jest dziełem przypadku, ale także  i wnikliwej obserwacji fotografa oraz jego refleksu.

Spotkało to w końcu  i mnie. Zdjęcie wykonałem podczas sesji fotograficznej dla firmy developerskiej „Capital Park”. Według precyzyjnych założeń zamawiającego należało sfotografować  osoby przechodzące  przez jezdnię, w określonym miejscu zebry, na tle wznoszących się w oddali budynków. Obraz miał oddawać rytm miasta i nawiązywać do terminu: „street photography”, czyli fotografii ulicznej.

Założenia były ciekawe, natomiast nieco trudniej było, jak to w życiu bywa, z ich realizacją. Biorąc pod uwagę termin realizacji umowy,  porę dnia, natężenie ruchu, konieczność zamazania twarzy ludzi… Tu zaczęły się problemy. Po wykonaniu pierwszych ujęć byłem nieźle zmartwiony. Kilkudniowe wizyty na planie zdjęciowym nie dawały rezultatu. A to przyjeżdżający samochód, a to rowerzyści zasłaniali kadr. A także niewłaściwie ubrani i nieciekawi dla obiektywu ludzie nie pasowali do ujęcia. Słowem, brakowało mi właściwego kadru i klimatu fotografii. Nie  pozostawało mi nic innego, jak czekać cierpliwie na właściwy moment. Taki moment wreszcie nastąpił. Zdarzyło  się to, ku mojemu zdziwieniu, w niedzielę. W dzień, kiedy na ulicy Prostej w Warszawie jest dość niewielki ruch. Kątem oka dostrzegłem przebiegająca kobietą z walizką na kółkach rozmawiającą przez telefon komórkowy, małego chłopczyka pedałującego w swoim „wielkim rowerze”, a za nim biegnącego mężczyznę z wózkiem dziecięcym. Zdarzyło się to zaledwie w ciągu kilku sekund. Wykonałem serię zdjęć z mojego Pentaxa 645D i … tak powstała ta fotografia.

Niby nic wielkiego, zwykłe zlecenie fotograficzne, ale tak naprawdę trudne do wykonania. Łut szczęścia się przydał, a każdy oglądający fotografię może opisać ją własnymi  słowami… i oto właśnie chodziło. Bo dokąd zmierza kobieta z walizką? Czy wróciła z Teneryfy? A może wraca z Zakopanego? Czy mężczyzna z wózkiem dziecięcym, to ojciec chłopca, który w przyszłości będzie chciał pójść w ślady Tomasza Golloba? Tego nie wiemy. I tak dalej możemy snuć, prawdziwe lub nie, historie tej fotografii – na tysiąc sposobów…

2 komentarze

  1. Mandat opiekunowi dzieciaka za puszczenie gówniarza samodzielnie rowerkiem po pasach. Tam nie wolno jeździć rowerami. Czym skorupka za młodu…
    Na zdjęciu nie tylko fajnie przedstawiony jest ruch, ale też perspektywa i obraz zmieniającej się Warszawy.

  2. Świetne. Przy okazji pokazuje iż często rodzice nie dorastają do ojcowskiej odpowiedzialności. Pani z „Teneryfy” też nie wykazała się odpowiedzialnością przechodząc przez przejscie. Zielone światło wyłączyło ją z myślenia.

Leave a Reply